Nie zawsze jest różowo, czyli mokry problem

Sty 13, 2015Blog0 komentarzy

Zapewne każdemu dokacaniu towarzyszy strach i dziesiątki pytań w głowie: Czy to się uda? Jak zniesie to rezydent? Czy koty się zaprzyjaźnią czy też wyniosą na porządek dzienny pazury wiecznej wojny o teren i wpływy ludzi ze swych łap? Czy któryś z nich nie zostanie absolutnym dominatorem nad drugim – wieczną ofiarą, skulkowaną pod meblem w najodleglejszym kącie domu?

Nie inaczej było w naszym przypadku. Przypominając sobie te pytania sprzed trzech tygodni, kiedy to zagościła u nas mała Betty, od razu można odczuć ulgę, bo chyba wszystko idzie zgodnie z planem. A im większą czuje się ulgę, tym większy może być szok, gdy nagle okazuje się, że coś zaczyna się dziać nie tak.

Nadszedł niedzielny poranek, kocie łapki urozmaicone mruczeniem zaczeły biegać po kołdrze, domagając się porannego „miziania” po futerku – to zwiastuje miły, wolny od jakiejkolwiek pracy dzień. Betty bawi się na łóżku, Ciri standardowo krąży gdzieś wokół, towarzysząc nam po swojemu. Cały wizerunek nadchodzącego dnia nagle lega w gruzach. Powód? Wielka, mokra plama w okolicach stóp. Mokry koc. Mokra kołdra. Tak samo prześcieradło, no i żeby nie było, poszycie nowego materaca.

Nie jest dla nas jeszcze całkowicie jasne, co było powodem tego, że tego poranka nasz 3-miesięczny brytyjczyk postanowił zrobić sobie z naszej sypialni „sikalnie”. Powodów dla których koty tak postępują jak się okazuje może być wiele, jednak chyba nie sposób dojść do tego jednego, który dotyczył naszego przypadku.

1. Czy mogło być to efektem choroby?

Betty nie dawała ani nie daje nam żadnych przesłanek sugerujących problemy zdrowotne układu moczowego, wygląda na zdrową jak rybka. Odkąd tylko się u nas znalazła chyba nie zdażyło się (poza wyżej opisaną akcją w łóżku), aby nasikała nam gdzieś indziej niż do swojej własnej kuwety.

2. Czy mógł być to jednorazowy wypadek?

Jak wyżej – nigdy nigdzie indziej żaden taki wypadek nie nastąpił. Tu natomiast łóżko było zmoczone w trzech różnych miejscach, w dodatku musiało to nastąpić w czasie najwyżej kilkunastu minut.

3. Czy mogło być to kocie znaczenie swojego terenu?

Cóż, jest to prawdopodobne. Teren znaczą głównie kocury, jednak w przypadku samic też nie jest to rzadkością, zwłaszcza wtedy, kiedy dzielą posesję z innym futrzastym współlokatorem. U nas jest to Ciri, która przed przybyciem brytyjki miała wszystkie zakamarki mieszkania tylko dla siebie. Co daje do zastanowienia to to, że koty (tak jak i psy) przeważnie znaczą elementy pionowe (np. ściany, słupki, krawędzie mebli), zostawiając ślad w stosunkowo niewielkiej ilości, nasza Betty wybrała sobie natomiast na spreparowanie trzech kałuż powierzchnię poziomą. Tak właściwie nadal nie wyklucza to tej właśnie opcji.

4. Czy mogło być to spowodowane problemem z kuwetą lub brakiem dostępu do niej?

Betty posiada własną kuwetę w jednym z pokoi, który był wybrany przez nas jako jej „miejsce startowe”. Są w nim też jej miski, kilka zabawek, drapak i legowiska. Od samego początku jej kuweta stoi w tym samym miejscu. Dzień przed akcją z mokrym porankiem była czyszczona. Nie przypuszczamy, żeby kuweta została „porzucona”, ponieważ rano znajdowały się niej w miare świeże „skarby”. Nie sądzimy też żeby nagle zapomniała do niej drogi – jej pokój znajduje wprost na przeciwko naszej sypialni, miała do kuwety raptem kilka metrów.

5. Czy kuweta mogła zostać odwiedzona przez innego kota?

Nie mamy pewności że nie doszło do sytuacji w której Ciri skorzystała gościnnie z kuwety Betty, której to się nie spodobało i czego wyraz postanowiła skroplić nam na łóżku. Jak jednak wyżej już wspomniałem, na pewno owej nocy kuweta została przez nią odwiedzona. Nie wykluczone, że gdyby trzecia kuweta stanęła zaraz przy łóżku, do tej sytuacji by nie doszło, ale kto to teraz wie…

Póki co, teren sypialni musi zostać dla Betty zamknięty, nad czym w istocie bardzo ubolewamy. Napewno brakować nam będzie jej pluszowego futerka śpiącego razem z nami, czy to w nogach, obok nas, czy nie mniej na nas samych. Jednak to chyba lepsze, niż cały kolejny dzień spędzony na praniu.

Udostępnij ten tekst znajomym!
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestEmail this to someone